Domowa apteczka

Domowa apteczka - o czym pamiętać?

W domowym zaciszu możemy schować się przed całym światem – odpocząć, naładować energię. Powinno być to bezpieczne miejsce dla nas, jak i dla naszych gości. Wypadki w domu zdarzają się często – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zaciął się nożem lub innym ostrym elementem. A jeżeli dotknęliśmy tej gorącej blachy przez przypadek – głośny okrzyk i mamrotanie pod nosem gwarantowane. Co zatem powinna posiadać nasza apteczka, aby szybko udzielić pomocy sobie, naszym bliskim lub gościom? Choć nie jest to skomplikowana rzecz, dobrze jest sobie to poukładać.

Wszystko się może zdarzyć

W domu może dojść do wszelkiego rodzaju zadrapań i zacięć – czy to w kuchni, kartką, podczas zabawy z psem lub kotem albo przez zwykłą niezdarność, która na pewno przydarzyła się niejednej osobie. Nie wspominając już o naszych małych pociechach, u których drobne ranki i zadrapania mogą pojawiać się tak szybko, że nawet nie wiemy, kiedy i dlaczego. Dobrze mieć coś do dezynfekcji i zaopatrzenia.

Równocześnie w kuchni może dojść do oparzenia – czajnikiem, patelnią, garnkiem, o palnik, blachą czy piekarnikiem. W przypadku ekstremalnym może zdarzyć się oblanie wrzątkiem lub gorącym olejem. W takim przypadku od razu należy zdjąć ubranie z oblanego miejsca i zadzwonić pod 112! Mówiąc jednak o niewielkich oparzeniach „na porządku dziennym”, to właśnie takie niewielkie rany po kontakcie z rozgrzanymi przedmiotami, wydają się być najpowszechniejsze i można chyba powiedzieć, że na porządku dziennym.

Zranienie

Co powinno wchodzić w kład domowej apteczki, aby podołała ona każdemu zranieniu? Idąc od początku przez proces postępowania ze zranieniem – pierwszą rzeczą obowiązkową na wyposażeniu, jest płyn dezynfekujący do ran. Najczęściej stosowanym jest Octenisept, choć można znaleźć również inne zamienniki, które sprawdzą się tak samo dobrze. Ważne, aby nie używać wody utlenionej lub spirytusu – te preparaty są o wiele bardziej bolesne, przy spotkaniu z ranią w szczególności dla dzieci. 

Kolejną rzeczą może być gaza, którą nałożymy na ranę lub wytrzemy nią nadmiar płynu do dezynfekcji. Na gazik możemy nałożyć bandaż elastyczny lub opatrunek elastyczny np. w momencie, gdy mamy rozległe starcie skóry po przewróceniu się na deskorolce. Do mniejszych skaleczeń możemy zastosować klasyczne i kochane przez wszystkich plastry z opatrunkiem – cięte lub do pocięcia. 

Wszystkie te niezbędne rzeczy możecie skompletować sami albo iść na skróty i wybrać apteczkę modułową TRAUMA KIT ZRANIENIE, która posiada wszystko, co niezbędne do domowych zranień. 

 

Oparzenie i zranienie

Jak już wspominałam wyżej – w domu często możemy się oparzyć. Na mniejsze zaczerwienienia możemy nawet nie zwracać uwagi. Niestety wypadki chodzą po ludziach i może dojść do wypadku, że na niewielki kawałek ciała zostanie wylany wrzątek np. przewróci się kubek ze świeżo zrobioną herbatą na część naszej dłoni, którą bardzo szybko zabraliśmy (poparzenie I stopnia). Jak postępujemy w takich przypadkach? Przejdźmy i to krok po kroku: oparzone miejsce wsadzamy pod delikatny strumień letniej wody i bardzo powoli zmieniamy temperaturę na chłodniejszą. Należy delikatnie osuszyć dłoń i nałożyć opatrunek hydrożelowy. Możemy założyć na niego gazę i siatkę opatrunkową, które pozwolą nam utrzymać opatrunek na swoim miejscu. Możemy również przymocować go do ciała za pomocą specjalnej taśmy typu przylepiec, która również dobrze przytrzyma nasz opatrunek.

Takie rzeczy również dobrze w domowej apteczce mieć. Ponownie możecie takie wyposażenie skonstruować sami, ale możecie również wybrać apteczkę modułową OPARZENIE, w której znajdziecie wszystkie potrzebne rzeczy! Takie apteczki nadają się świetnie, aby pełniły rolę domowej apteczki, ale również na wszelkiego rodzaju wyjazdy, wędrówki czy wycieczki. 

Podsumowując

Domowa apteczka jest ważnym elementem nie tylko dla tych, którzy wolą chuchać na zimne, ale dla każdego, kto nie chce panikować w sytuacjach nagłych i niespodziewanych. A jaką Wy dodalibyście apteczkę modułową do składu domowej apteczki?

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Budżet obywatelski

Budżet obywatelski - o czym warto wiedzieć?

Jedni wiedzą, innym się tylko obiło o uszy. O Budżecie Obywatelskim pewnie słyszało już wielu z Was, ale czy ktoś składał kiedyś projekt, który miałby posłużyć całemu miastu? Dużo obywateli podchodzi do tego tematu jak do jeża, a to nic trudnego! Wystarczy pomysł, chęci i wsparcie, bo w końcu w grupie siła. A gdyby tak zamontować defibrylatory w mieście…?

Z pomocą – nie rób tego sam!

Biorąc się za projekt do Budżetu Obywatelskiego, dobrze jest mieć wsparcie w kimś, kto zajmował się tym i wesprze nas merytorycznie w planowaniu, staraniu się o dotacje, czy ze wdrożeniem pomysłu w życie. Na taką pomoc mogą być otwarte organizacje pozarządowe działające w Waszej okolicy. NGO często samemu mają duże doświadczenie w realizowaniu projektów z dofinansowań, a co za tym idzie – ich wiedza w tym temacie jest ogromna i niezastąpiona.

My również możemy pomóc! Program Serce Bije to ogólnopolski program, którego celem jest osiągnięcie światowego standardu w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego poprzez budowę sieci ogólnodostępnych defibrylatorów AED oraz szkolenia lokalnej społeczności z zakresu pierwszej pomocy. Wiemy, że przejście całej drogi związanej z Budżetem Obywatelskim, nie jest łatwą sztuką, dlatego zgłaszając się do nas, oferujemy całkowitą pomoc ze wszystkimi kwestiami technicznymi i organizacyjnym. Jeżeli chcecie sprawdzić, wpadajcie na stronę sercebije.pl!

Co warto wiedzieć o defibrylatorze przed jego zakupem

Wiemy już, że chcemy wdrożyć Budżet Obywatelski czy Budżet Miejski w życie. Chcemy, aby defibrylatory były ogólnodostępne w naszym mieście. Wiemy gdzie, a czy wiemy jakie? 

Przed zakupem defibrylatorów trzeba wiedzieć kilka rzeczy. Przede wszystkim: cena. Koszt jednego defibrylatora waha się od 4 tysięcy do 9 tysięcy. Jego cena zależy od wielu czynników, które opisywaliśmy już tutaj. Skupmy się teraz na tym, jak prawidłowo zabezpieczyć taki wolnostojący sprzęt. Defibrylator ma określone temperatury, w których może być przechowywany. Temperatura nie może być za niska, dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w dobrą, szczelną skrzynkę. Jednym z przykładów kapsuł, w których przechowywane są defibrylatory w przestrzeni publicznej jest ROTAID, który między innymi pozwala na ogrzewanie sprzętu podczas mroźnych zim, ale nie tylko, bo jest to również ochrona przed promieniowaniem UV, solą morską, upadkami czy uderzeniami.

Myśląc o defibrylatorach z Budżetu Miejskiego, warto również od razu wziąć pod uwagę system zarządzania defibrylatorami. Jako że mamy już XXI wiek, nikt nie będzie chodził od urządzenia do urządzenia i sprawdzał, czy wszystko jest dobrze – powstały specjalne systemy, które np. można znaleźć w kapsule, chociażby ROTEID, dzięki którym cały system zarządzania, będziemy mieć w jednym miejscu, czyli naszym komputerze. Nie tylko skrzynki mają system zarządzania. Powstały również defibrylatory, które mają wmontowany system w sobie. 

 

Oni już to zrobili – bądź jak…!

Tak! W Polsce mamy już kilka miast, o których może głośno i z dumą mówić! W Białymstoku stanęło aż 17 defibrylatorów, sfinansowanych z właśnie Budżetu Obywatelskiego. Malbork również skorzystał z Budżetu, aby wyposażyć swoje miasto w defibrylatory. Wartym odnotowania jest również Koszalin oraz ich Budka Życia, który jest genialną inicjatywą, która jest (jak sami o sobie piszą) społecznym projektem mającym na celu poprawić bezpieczeństwo i świadomość mieszkańców miasta Koszalin (oraz turystów) w dziedzinie udzielania pierwszej pomocy przy użyciu defibrylatora AED.

Nawet nie wygląda to tak strasznie! Z pomocą dobrych ludzi, zorganizowanie defibrylatorów w Waszych miastach będzie szybkie, łatwe i przyjemne, a ile umiejętności przy tym można nabyć! My zawsze służymy pomocą, dlatego jeżeli jesteście zaciekawieni, wpadajcie na stronę sercebije.pl, po więcej informacji!

Autor

Karolina Bober

Studentka pielęgniarstwa, entuzjastka szeroko pojętego ratownictwa i pierwszej pomocy. W wolnym czasie wolontariuszka, początkująca Instagramerka mówiąca o ratowaniu ludzkiego życia oraz ratowniczka, która wyjątkowo mocno upodobała sobie zbieranie cennego doświadczenia i wiedzy na wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych. Ogromna miłośniczka zwierząt (przede wszystkim kotów), domowego ogniska, podcastów o tematyce kryminalnej i dobrej muzyki.

Popularne kategorie artykułów

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Dlaczego AED nie zawsze zaleca defibrylację – czyli o dziwnych zaburzeniach rytmu serca

Dlaczego AED nie zawsze zaleca defibrylację - czyli o dziwnych zaburzeniach rytmu serca

Serce to najważniejszy mięsień naszego organizmu. Odpowiada ono przede wszystkim za pompowanie krwi do wszystkich komórek ciała. Pozwala to na wysycenie ich tlenem oraz niezbędnymi substancjami odżywczymi, co umożliwia ich prawidłowe funkcjonowanie. Można powiedzieć, że serce jest swego rodzaju życiodajną pompą, napędzającą nasz organizm do działania – dlatego ważne jest, by przez cały czas pracowało prawidłowo. 

Nieprawidłowy rytm serca

Mięsień sercowy przez cały czas, dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu pracuje w swoim stałym, miarowym rytmie. Dzięki takiemu działaniu krew jest sukcesywnie pompowana po całym organizmie. Nasze serce na ogół pracuje w rytmie zwanym zatokowym. Oznacza to, że jego praca jest miarowa, prawidłowa. Zdarza się jednak, że z wielu powodów przestaje poprawnie pracować i zaczyna szwankować. Jego działanie przestaje być regularne, a staje się bardziej chaotyczne, nieskoordynowane. Mówimy wtedy, że mamy do czynienia z arytmią, czyli zaburzeniem rytmu serca. Zaburzeń rytmu serca wyróżniamy naprawdę sporo, będą nimi m.in. asystolia czy migotanie komór, o których mowa w tytule artykułu, a także tachykardia.

Co ciekawe, warto pamiętać, że serce jest całkowicie niezależne od ośrodkowego układu nerwowego – jako jedyne potrafi pracować bez jego ingerencji. Może więc zdarzyć się tak, że mimo stwierdzenia śmierci mózgowej, czyli w momencie nieodwracalnej i całkowitej utraty funkcji mózgu, serce będzie dalej samodzielnie pracować, to właśnie czyni ten mięsień niesamowicie wyjątkowym. 

Rytmy defibrylacyjne i niedefibrylacyjne

Z uwagi na różnorodność i wygląd poszczególnych zaburzeń rytmu serca oraz to, jak można im zaradzić, podzielono zaburzenia rytmu serca na defibrylacyjne i niedefibrylacyjne. Zacznijmy jednak od tego, na czym tak w ogóle polega defibrylacja. Defibrylacją nazywamy czynność wykonywaną w czasie resuscytacji krążeniowo-oddechowej, która polega na przepuszczeniu przez mięsień sercowy impulsu elektrycznego prądu stałego o określonej mocy, w celu zniwelowania lub zlikwidowania danego zaburzenia rytmu serca.

Rytmy defibrylacyjne to takie, które na skutek wyładowania defibrylatora oraz odpowiednio prowadzonej resuscytacji krążeniowo-oddechowej, mogą przerodzić się w poprawny rytm (zatokowy). Będzie do nich należeć migotanie komór, czy też częstoskurcz komorowy bez tętna. Sama definicja defibrylacji (z łac. fibrillatio – migotanie) jasno oznacza zapobieganie/przeciwdziałanie wszelkiego rodzaju migotaniom. 

Drugie zaś (niedefibrylacyjne) to takie, podczas których zastosowanie defibrylacji niewiele da – serce nie zareaguje na przechodzący przez nie impuls elektryczny. Idealnym przykładem takiego rytmu jest asystolia – długa, pozioma linia na kardiomonitorze. W większości filmów występuje wraz z przerażającym, piszczącym dźwiękiem wydobywającym się z urządzenia pokazującego rytm serca. Już kojarzycie?

Asystolia, a migotanie komór - o co chodzi?

Asystolia i migotanie komór stały się swego rodzaju idealnym przykładem przeciwstawnych zaburzeń rytmu serca. Kiedy na kardiomonitorze czy też w zapisie EKG widzimy asystolię, czyli poziomą linię, mamy prawo podejrzewać, że serce kompletnie nie działa, nie wykonuje absolutnie żadnej pracy. Serce działa na zasadzie wielkiej pompy. Najpierw krew wtłaczana jest do jego przedsionków, a następnie do znajdujących się dalej komór. Dopiero skurcz komór sprawia, że krew zostaje wyrzucona z serca do ciała i płuc, czyli tam, gdzie musi docelowo dotrzeć. 

W przypadku wcześniej wspomnianej asystolii, przedsionki i komory w ogóle się nie kurczą, mięsień sercowy nic kompletnie nie robi. Sprawa wygląda całkowicie inaczej, jeśli chodzi o migotanie komór. Serce owszem, pracuje, jednak w tak nieskoordynowany i nieprawidłowy sposób, że swoim działaniem nie jest w stanie w ogóle przepompować krwi po organizmie – nie spełnia swojej podstawowej funkcji. 

Trochę jak w komputerze

Żeby lepiej zobrazować Wam, na czym polega defibrylacja oraz dlaczego stosujemy ją tylko w przypadku rytmów takich jak np. migotanie komór, weźmiemy sobie na celownik zwykły stacjonarny komputer. Klasyczny PC z reguły będzie miał obok siebie dwa przyciski – “reset” oraz “włącz”. Zapewne każdemu z Was zdarzył się moment, w którym komputer nie pracował prawidłowo – zawiesił się. Automatycznie nacisnęliście wtedy przycisk “reset”, aby uruchomić urządzenie ponownie i sprawić, by zadziałało poprawnie. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku wcześniej wspomnianego migotania komór. Serce działa niepoprawnie, musimy je zresetować – defibrylujemy. 

Asystolia zaś to moment, w którym serce nie pracuje w ogóle. Gdy komputer nie działa w danym momencie, musimy go uruchomić naciskając przycisk “włącz”.

Defibrylatory nie posiadają funkcji włączania, a jedynie samego resetowania! Mięsień sercowy podczas asystolii również trzeba najpierw uruchomić – możemy tego dokonać poprzez prowadzenie skutecznej resuscytacji krążeniowo-oddechowej, użycie AED na wyłączonym serduchu niestety nic nie da.

Defibrylatory AED zrobią to za nas!

Zdajemy sobie sprawę z tego, że zaburzenia rytmu serca to problem trudny i bardzo złożony, dlatego z czystym sumieniem zapewniamy, że AED da radę sobie z tym sam. Jak? Już tłumaczymy! Automatyczne defibrylatory zewnętrzne zostały zaprojektowane w taki sposób, by mogły poradzić sobie z przeprowadzeniem analizy rytmu serca, rozpoznaniem najpopularniejszych zaburzeń oraz podjęciem decyzji o wykonaniu defibrylacji lub odroczeniu jej. Korzystając z AED możemy być więc spokojni, ponieważ urządzenie podejmie decyzję o wyładowaniu za nas. To niesamowite, gdyż sprawia, że jego obsługa już chyba nie może być prostsza! 

Być może te wszystkie arytmie jeszcze niejednokrotnie będą spędzać Wam sen z powiek, jednak nie przejmujcie się tym zbytnio. Pamiętajcie po prostu o AED i zaufajcie, że to ono w razie sytuacji kryzysowej podpowie Wam co robić, bez względu na to, które z zaburzeń rytmu serca będzie doskwierało Waszemu poszkodowanemu!

Autor

Karolina Bober

Studentka pielęgniarstwa, entuzjastka szeroko pojętego ratownictwa i pierwszej pomocy. W wolnym czasie wolontariuszka, początkująca Instagramerka mówiąca o ratowaniu ludzkiego życia oraz ratowniczka, która wyjątkowo mocno upodobała sobie zbieranie cennego doświadczenia i wiedzy na wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych. Ogromna miłośniczka zwierząt (przede wszystkim kotów), domowego ogniska, podcastów o tematyce kryminalnej i dobrej muzyki.

Popularne kategorie artykułów

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Zadławienie u dzieci

Zadławienie u dzieci

Najgorsze, o czym można pomyśleć, to aby ktoś z naszego najbliższe otoczenia się zadławił. W szczególności jest to jeden z największych koszmarów świeżo upieczonych rodziców. Pierwsze co czujemy – strach, niepewność, niewiedzę, co mamy robić. Działać trzeba szybko i się nie zastanawiać! Tutaj liczy się czas, ponieważ zadławienie jest jednym ze stanów nagłego zagrożenia życia.

O co chodzi

Zadławienie jest chochlikiem, który może zjawić się nagle – niezależnie od wieku, niezależnie od chorób, niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy. Czym więc ono jest? Zadławienie to całkowite zatkanie dróg oddechowych, spowodowane dostaniem się do nich ciała obcego.

Nie mylmy tego z zakrztuszeniem się! Zakrztuszenie a zadławienie to dwie różne sprawy – pierwsze jest tylko częściową niedrożnością górnych dróg oddechowych, czyli jamy ustnej, gardła, krtani, tchawicy, wywołane przez ciało obce. Zadławienie to całkowita niedrożność górnych dróg oddechowych.

A czym można się zadławić? Wszystkim. Brzmi to z jednej strony poważnie z drugiej nieco zabawnie, ale taka jest prawda – zadławić możemy się wszystkim: orzechem, kawałkiem winogrona lub borówki połkniętej w całości, kawałkiem cebuli, kiełbaską, ale również własnym językiem (w przypadku nieudrożnienia dróg oddechowych u osoby nieprzytomnej) lub cofniętą treścią żołądkową, w szczególności u śpiących osób nietrzeźwych. U dzieci dodatkowym zagrożeniem mogą być małe elementy zabawek, draże czy drobne cukierki połknięte w całości lub po prostu wszelkiego rodzaju drobne przedmioty, które malec odkrywający świat, będzie w stanie włożyć do buzi. Pamiętajcie, aby rzeczy stanowiące zagrożenie, przekładać wyżej lub chować tak, aby dziecko nie miało do nich dostępu.

Trochę jak śliwka, czyli objawy zadławienia

Jak rozpoznać, że doszło do zadławienia? U większego dziecka lub osoby dorosłej łatwiej jest rozpoznać zadławienie. Objawia się ona zmianą koloru twarzy na siny, odkrztuszanie nie przynosi żadnych skutków, a poszkodowana osoba nie wydaje z siebie dźwięków i nie jest w stanie samodzielnie oddychać.

U dzieci powyżej pierwszego roku życia wygląda to nieco podobnie – dziecko również nie jest w stanie wydobyć z siebie dźwięku, nie może odkaszleć, a dodatkowo jego twarz zmienia kolor na siny.

Niemowlęta, czyli dzieci do pierwszego roku życia, wygląda to nieco inaczej. Niemowlę może być dość ciche, nie będzie mogło wydobyć z siebie dźwięku, jego oddech staje się utrudniony, a jego twarz blednie. Jest to moment, w którym malec będzie potrzebował Twojej pomocy!

 

Tylko nie „ręce do góry”!

Tutaj stare powiedzenie „ręce do góry” nie sprawdzi się w ogóle. W przypadku pierwszej pomocy u osób dorosłych należy:

  • Zachować spokój
  • Poprosić osobę poszkodowaną o próbę odkaszlnięcia – może okazać się, że ciało obce wpadło na tyle płytko lub jest na tyle luźno, że poszkodowany będzie mógł poradzić sobie sam.
  • Nie starajmy się jednak załatwić tego w ten sposób – widząc, że nie przynosi to rezultatów, stosujemy chwyt Heimlicha.

Chwyt Heimlicha jest stosunkowo prosty, ale potrzebuje sporo siły. Ma ono na celu wypchnięcie z dróg oddechowych ciała obcego, poprzez wywieranie nacisku na przeponę i sprężenia powietrza z dróg oddechowych. Chwyt wykonujemy, stając za osobą poszkodowaną. Jedną dłoń zaciskamy w pięść i kładziemy na niej drugą dłoń. Ręce umieszczamy na przeponie poszkodowanego, czyli  pod mostkiem. Jedną nogę ustawiamy pomiędzy nogami poszkodowanego w celu większej stabilności podczas udzielania pomocy. Mocnymi ruchami naciskamy na przeponę poszkodowanego do momentu, aż ciało obce nie zostanie wypchnięte.

Jeżeli chwyt nie pomógł, a poszkodowany zemdlał, dzwonimy na numer ratunkowy i wykonujemy RKO, czyli 30 uciśnięć klatki piersiowej i 2 wdechy.

Podobnie sprawa ma się u dzieci. W przypadku maluchów powyżej pierwszego roku życia początek jest taki sam: spokój i prośba o odkaszlnięcie. Jeżeli widzimy, że to nie przynosi skutku, zaczynamy uciskanie nadbrzusza. Tutaj również ważna jest stabilna pozycja, ułożenie pięści nad mostkiem, chwyt drugą ręką pięści i wykonywanie ucisków w tempie jedno na trzy sekundy. Jeżeli dziecko zacznie mówić lub płakać – jego drogi oddechowe zostały pozbawione ciała obcego.

W momencie utraty przytomności postępujemy tak samo, jak w przypadku utraty przytomności – wykonujemy 30 uciśnięć klatki i dwa wdechy.

U niemowląt, czyli dzieci poniżej pierwszego roku życia, jeżeli nie wydaje ono żadnych dźwięków i jest blade, układamy dziecko głową w dół, najlepiej na przedramieniu, chwytamy kciukiem i palcem wskazującym za żuchwę i wykonujemy 5 uderzeń w okolice międzyłopatkowe. Jeżeli uderzenia nie przynoszą skutku, należy odwrócić dziecko na plecy, ponownie kładąc na przedramieniu, głową w dół, podpierając potylicę dziecka. Należy wówczas wykonać 5 uciśnięć w dolnej połowie mostka, ok. 1 cm poniżej linii międzysutkowej.

Uderzenia i ucisku wykonujemy naprzemiennie po pięć, dopóki nie usłyszymy, że dziecko zaczęło płakać, co oznacza wypchnięcie ciała obcego z dróg oddechowych. Jeżeli zaś to nie pomaga, należy bezzwłocznie zadzwonić na numer alarmowy.

Podsumowując

Najważniejsze jest, aby nie tracić głowy. W takich sytuacjach należy działać błyskawicznie, ponieważ zwłoka z pomocą może zaważyć o czyimś życiu. Nie żałujcie siły podczas wykonywania chwytu Heimlicha – pomimo swojej prostej konstrukcji i wykonaniu, potrzeba włożyć w niego nieco siły, aby uratować człowieka. Dlatego pamiętajcie – dokładnie gryźcie to, co jecie, a przed małymi poszukiwaczami, chowajcie to, co ma najmniejsze elementy!

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

ul. Emaliowa 28E,

02-295 Warszawa

tel.: +48 660 860 112

AEDMAX.PL Sp. z o.o. , ul. Emaliowa 28 E, 02-295 Warszawa, wpisana do KRS pod numerem 0000723876 przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie, XIII Wydział Gospodarczy.

NIP: 5223118942, REGON: 369793658. Wysokość kapitału zakładowego: 5.000 złotych.