Nagłe zatrzymanie krążenia w sporcie

Nagłe zatrzymanie krążenia w sporcie

Temat bezpieczeństwa, pierwszej pomocy oraz defibrylatorów jest ostatnio na fali przez wydarzenia, które miały miejsce podczas meczu Dania–Finlandia. To straszne, co wydarzyło się na murawie Christianowi Eriksenowi, na szczęście dzięki szybkiej interwencji medycznej oraz obowiązkowej obecności defibrylatora AED, udało się uratować piłkarza. 

Taka sytuacja pokazuje nam, że sportowcy to też ludzie i tak jak każdemu z nas – u nich również może dojść do nagłego zatrzymania krążenia, znanego również jako NZK. Niestety Christian nie był pierwszą osobą, która nie tylko na murawie, ale ogólnie w sporcie doznała tak tragicznego zdarzenia. Dzisiaj powiemy nieco więcej o NZK w sporcie, gdzie mogą czaić się niebezpieczeństwa oraz gdzie powinniśmy zadbać o obecność takich urządzeń jak AED.  

Piłka nożna

Według badań z 2012 roku średni wiek zmarłych piłkarzy wynosił 24,9 lat. Takie informacje wraz z przykrymi słowami „co tydzień musimy wysyłać listy z kondolencjami do którejś z narodowych federacji” przekazał szef FIFA Stepp Blatter na konferencji medycznej FIFA w 2012 roku. Było to zaledwie kilka miesięcy po tragicznym wypadku Fabrice’a Muamby zawodnika Boltonu Wenderers, u którego doszło do zatrzymania krążenia. Muamby przez ponad godzinę znajdował się w stanie śmierci klinicznej. Przeżył wyłącznie dzięki resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Na boisku nie było defibrylatora. 

Był to moment, w którym FIFA postanowiła dokładniej przyjrzeć się przypadkom śmierci i zastanowić się, jak zapobiegać takim wypadkom. Średnia długość życia piłkarzy wówczas nie przekraczała trzydziestki, a ilość zmarłych młodych ludzi przerażała. Okazało się, że na 84 przypadki zatrzymania pracy serca, tylko przy 23 dostępny był defibrylator. I to był trop – na stadionach oraz w federacjach brakowało sprzętu, który ratowałby życie i byłby dostępny dla każdego, a jego użycie byłoby możliwe jeszcze przed przyjazdem medyków. 

Szef komitetu medycznego FIFA podkreślił już wtedy na konferencji w 2012 roku, że kluczową rzeczą podczas meczów jest defibrylator, który powinien znajdować się na każdym boisku. Dodatkowo FIFA przekazała narodowym fundacjom fundusze, które sugerowano przeznaczyć na obecność defibrylatorów w każdym klubie sportowym. 

Zaledwie dziewięć lat temu dopiero postanowiono wprowadzić AED jako obowiązkowy przedmiot na wyposażeniu każdego klubu i stadionu. Może wydawać się, że to nie aż tak dawno i dzięki zmianom w obowiązkowych badaniach dla zawodników, udało się uratować wielu piłkarzy i wydłużyć średnią życia zawodnika. Dziś będąc na jakimkolwiek stadionie, możecie dojrzeć kapsuły lub skrzynki z małymi urządzeniami, które ratują życie!  

Koszykówka

Chociaż popularnym teraz tematem jest EURO 2020 i wydarzenia z nim związane, nie możemy zapomnieć, że są również inne sporty, gdzie sportowcy są narażeni na wszelkiego rodzaju poszkodowania. Jednym z nich jest właśnie koszykówka. Jak dobrze wiemy, koszykarze nie należą do najniższych osób a wręcz przeciwnie. Często ich wzrost dochodzi, a nawet przekracza dwa metry. Jak dla człowieka jest to niesamowity wynik, który wiąże się również ze swoimi nieprzyjemnościami. 

Wysocy ludzie są o wiele bardziej narażeni na łamliwość kości, która spowodowana jest często niewystarczającą ilością materiału budowlanego kości względem potrzeb ogromnego organizmu. Jednak z dużym organizmem nie idzie wyłącznie duża łamliwość kości, ale również przerost naszej głównej pompy – serca. Koszykarze są narażeni równie wysoko na nagłe zatrzymanie krążenia (o ile nie wyżej) jak piłkarze. 

Wymogi dotyczące obowiązkowego posiadania AED nie obowiązują jeszcze we wszystkich klubach koszykarskich, czy szkołach sportowych. Brak przepisu nie oznacza jednak, że nie trzeba zamartwiać się o kupno AED – wręcz przeciwnie! Ogólnodostępny defibrylator w klubach czy na boiskach zwiększa nie tylko bezpieczeństwo, ale przede wszystkim szansę na uratowanie człowieka! Nigdy nie wiemy, co się może wydarzyć.

 

Siłownia

Siłownie są przestrzenią dla każdego, kto chciałby sobie poćwiczyć lub dla osób, które przygotowują się do amatorskich lub profesjonalnych zawodów. Choć zabrzmi to brutalnie – jest to miejsce do ogromnej ilości wypadków. Nie tylko wypadków, w których dojść może do przytrzaśnięcia ręki, stopy czy całego ciała sztangą, ale również do wypadków, w których nasze serce może powiedzieć nam „to by było na tyle, więcej nie dam rady” i zatrzymać się. 

Zacznijmy może od tego, dlaczego osoby na siłowni są bardzo narażone na NZK. Tak jak wspominałam wyżej, siłownia jest ogólnodostępnym miejscem, gdzie może przyjść każdy. Każdy, kto tam przychodzi, nie musi mieć przebadanego organizmu pod kątem wysiłku fizycznego, jak zawodowi sportowcy. Powiedzmy sobie też szczerze – kto z nas kiedyś nie myślał „dam radę więcej” i okazywało się, że jednak nie dawał? Wiele osób ćwiczących na siłowni, niemających szczególnej wiedzy na temat poprawnego ćwiczenia, mierzą siły na zamiary, czy to poprzez zbyt długie i intensywne ćwiczenie, wybierania zbyt ciężkich ćwiczeń, czy zbyt dużego obciążenia. Takie podejście może doprowadzić np. do przepukliny, pęknięcia mięśnia w kończynie górnej lub dolnej, ale również do nagłego zatrzymania krążenia. 

Poznanie własnego ciała i swoich granic jest podstawą ćwiczenia nie tylko na siłowni, ale w ogóle. Nieumiejętne i nieodpowiednie ćwiczenie może doprowadzić do wielu kontuzji, które mogą skończyć się tragicznie dla nas, ale również może spowodować zatrzymanie krążenia, na które można zaradzić masażem serca i defibrylatorem. Dlatego tak ważną rzeczą jest AED na siłowniach. Niestety nie funkcjonują przepisy, które nakazywałyby na posiadanie punktu pierwszej pomocy, defibrylatora, czy chociaż jednej przeszkolonej z zakresu pierwszej pomocy osoby, która byłaby na posterunku i umiała udzielić pierwszej pomocy. Brak przepisów nie świadczy jednak, że nie można zadbać samodzielnie o bezpieczeństwo na siłowni! Zakup jednego defibrylatora na średniej wielkości siłownię, który znajdowałby się przy recepcji lub dezynfekcji i ręcznikach papierowych, jest zwiększeniem szans na przeżycie każdej osoby, u której wystąpiłoby nagłe zatrzymanie krążenia. 

 

Kluby sportowe

Jak już zdążyliśmy ustalić – sport potrafi być przewrotny i zaskakujący. Z każdym wysiłkiem fizycznym może iść niebezpieczeństwo, w szczególności w sporcie wyczynowym. Tym bardziej na naszej liście, gdzie powinniśmy zadbać o obecność defibrylatora, nie mogło zabraknąć wszelkiego rodzaju klubów sportowych. To obowiązkowa pozycja na liście miejsc, w których powinno znajdować się AED. Dlaczego? Przechodząc z trybu amatorskiego w zawodowych nasz organizm może czuć, że to wyzwanie jest dla niego zbyt wielkie i może dojść do zatrzymania krążenia. Dodatkowo mając do czynienia z osobami, które nie przeszły jeszcze badań kardiologicznych, możemy nie mieć pewności, czy nie są oni narażeni na zawał mięśnia sercowego, migotanie przedsionków czy innych problemów. Czemu więc zatem ryzykować czyimś życiem, gdy możemy być pewni, że w razie wypadku, zawsze pod ręką będzie sprzęt ratujący życie!

Tak jak w życiu i w sporcie może niespodziewanie dojść do nagłego zatrzymania krążenia, co pokazały nam przede wszystkim wydarzenia z meczu Dania–Finlandia. Jednak nie tylko na murawie może dojść do tragicznego zdarzenia – mogą mieć one miejsce wszędzie. Aby czuć się pewnie i bezpiecznie, warto zaopatrzyć się w jedno niewielkie urządzenie, banalnie proste w obsłudze – w defibrylator zewnętrzny.

 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Czym jest oddech agonalny i jak go rozpoznać?

Czym jest oddech agonalny i jak go rozpoznać?

W niemalże każdym schemacie resuscytacji krążeniowo-oddechowej tuż po udrożnieniu dróg oddechowych i sprawdzeniu oddechu musimy podjąć zero-jedynkową decyzję: nasz poszkodowany oddycha czy nie? Zdarza się, że w całkowicie nieumyślny sposób już na tym etapie popełniamy błąd i nie prawidłowo przebiegający oddech podpinamy pod ten właściwy, tym samym rezygnując z resuscytacji. Czym jest oddech agonalny i jak wygląda oraz dlaczego tak łatwo go pomylić z prawidłowym? Spieszymy z odpowiedzią! 

Definicja oddechu agonalnego

Oddechem agonalnym nazywamy nic innego, jak ostatnie tchnienia naszego poszkodowanego, które występują z reguły tuż przed faktycznym zatrzymaniem oddechu, a krótko po nagłym zatrzymaniu krążenia. Tego typu oddech nazywany jest również gaspingiem (z ang. bez tchu) lub rybim oddechem, z uwagi na ogromne podobieństwo do nabierania powietrza przez rybę, która została wyrzucona na ląd. Oddechy agonalne są zazwyczaj bardzo krótkie, mogą być rzadkie, ciężkie oraz przypominające westchnienia. 

Oddech agonalny stwierdza się nawet w 40% przypadków nagłego zatrzymania krążenia. To dość pesymistyczny wynik, zważywszy na to, że część nieświadomych i  nieprzeszkolonych w tym zakresie osób przy jego wystąpieniu raczej odstąpiłaby od przeprowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej, w związku z czym szanse na przeżycie takiego poszkodowanego byłyby naprawdę nikłe. Jeśli chcesz zobaczyć, jak może wyglądać taki oddech agonalny, kliknij tutaj.

Jak rozpoznać oddech agonalny?

Oddech agonalny, czyli gasping, możemy rozpoznać na podstawie wcześniej wymienionych jego objawów, jednak może okazać się to naprawdę trudne dla kogoś, kto ma do czynienia z tym pierwszy raz. W związku z tym przyjęło się, że jeśli po wcześniejszym udrożnieniu dróg oddechowych, w trakcie sprawdzania u poszkodowanego oddechu przez 10 sekund nie wyczujemy dwóch lub trzech normalnych, prawidłowych wydechów, a tylko jeden i to bardzo słabej jakości – uznajemy, że nie oddycha i przystępujemy do resuscytacji. 

Zdecydowanie lepiej założyć, że rozpoznany przez nas oddech jest nieprawidłowy i rozpocząć RKO, niż całkowicie zlekceważyć problem i odstąpić od tych czynności, tym samym całkowicie odbierając poszkodowanemu szanse na przeżycie. 

Skąd się bierze ten cały oddech agonalny?

Etiologia oddechu agonalnego i jego powstawania jest bardzo prosta i oczywista, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się trochę inaczej. W momencie, w którym dochodzi do nagłego zatrzymania krążenia, kiedy serce przestaje pracować i pompować krew, nie wszystkie pozostałe układy od razu przestają jakkolwiek działać. W końcu są jeszcze zaopatrzone w małe rezerwy utlenowanej krwi. Ośrodek oddechowy również całkowicie ustaje dopiero po jakimś czasie. 

Z tego właśnie powodu, nasz organizm, póki jeszcze ma siłę i może, próbuje łapać jakiekolwiek partie powietrza, w którym znajduje się tlen potrzebny do jego funkcjonowania. Gasping jest więc reakcją organizmu na ogromne zapotrzebowanie na tlen, wynikające z zatrzymania akcji serca, które przestało pompować bogatą we wszystkie niezbędne do życia składniki krew. 

Podsumowując

Oddech agonalny jest bardzo mylącym zjawiskiem i w łatwy sposób może wprowadzić kogoś w błąd. Warto więc posiadać podstawową wiedzę w tym zakresie, by móc go rozpoznać i na jego podstawie nie zrezygnować z przeprowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej, a wręcz przeciwnie – zacząć uciskać klatkę piersiową i ratować poszkodowanego. 

Autor

Karolina Bober

Studentka pielęgniarstwa, entuzjastka szeroko pojętego ratownictwa i pierwszej pomocy. W wolnym czasie wolontariuszka, początkująca Instagramerka mówiąca o ratowaniu ludzkiego życia oraz ratowniczka, która wyjątkowo mocno upodobała sobie zbieranie cennego doświadczenia i wiedzy na wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych. Ogromna miłośniczka zwierząt (przede wszystkim kotów), domowego ogniska, podcastów o tematyce kryminalnej i dobrej muzyki.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Szyna typu Splint – proste rozwiązanie na złamania

Szyna typu Sam Splint - proste rozwiązanie na złamania

Poprawna i możliwie jak najbardziej skuteczna stabilizacja złamanej kończyny to temat, który niejednokrotnie pojawiał się na językach zarówno w środowisku typowo ratowniczym, jak i tym niezwiązanym profesjonalnie z udzielaniem pomocy poszkodowanemu. Czym więc są szyny SAM Splint i jak je wykorzystać do unieruchomienia złamania? Postaramy się wytłumaczyć wszystko w tym artykule!

Krótka powtórka ze złamań

Złamanie to nic innego, jak przerwanie ciągłości kości, na skutek działania siły większej, niż dana kość jest w stanie w ogóle wytrzymać. Najczęściej do złamań dochodzi w mechanizmie upadku, silnego uderzenia, ale również „zmęczenia” tkanki kostnej. Wyróżniamy różne rodzaje złamań, jednak te najbardziej charakterystyczne to zamknięte oraz otwarte, czyli takie, w których złamana kość przerywa także ciągłość skóry, w związku z czym dodatkowym problemem jest również krwawienie. 

Najbardziej „standardowe” złamanie, czyli takie, podczas którego wystąpiło tylko przerwanie ciągłości kości, objawiać się będzie obrzękiem, opuchlizną oraz tkliwością w miejscu urazu, a także zniekształceniem obrysów kończyny, ograniczeniem lub całkowitą niemożnością ruchomości w obrębie złamanej nogi, lub ręki. Może pojawić się również zasinienie. Naszym zadaniem, czyli osób udzielających pierwszej pomocy, jest ustabilizowanie danej kończyny w pozycji zastanej tak, by jak najbardziej ograniczyć jej przemieszczanie/przesuwanie się. 

Szyny typu Sam Splint

Przyjęło się, że do stabilizacji złamań możemy użyć tak naprawdę wszystkiego, co mamy pod ręką, pod warunkiem, że jest to dosyć stabilny i sztywny przedmiot, który utrzyma złamaną kończynę w ryzach. My jednak specjalnie na takie okoliczności przygotowaliśmy moduł złamania, którego głównym elementem jest szyna typu Sam Splint.

Szyny typu Sam Splint to innowacyjne i proste rozwiązanie wykorzystywane w przypadku stabilizacji najróżniejszych złamań. Wykonane zostały z lekkiego i elastycznego materiału, co pozwala na unieruchomienie niemalże każdej części ciała. Szynę Sam Splint można bezproblemowo dopasować do złamanej kończyny. Oprócz tego jest wodoodporna, a także przenikliwa dla promieni RTG – to niesamowity atut przy wykonywaniu wszelkich badań diagnostycznych z wykorzystaniem promieniowania Rentgena. Dodatkowym plusem jest także ich rozmiar i prostota w przechowywaniu – zmieszczą się niemalże wszędzie!

To banalnie proste!

Używanie szyn Sam Splint wcale nie jest tak trudne, jak się wydaje. Unieruchomienie złamanej kończyny z ich pomocą ta prawdziwa bułka z masłem! Tak naprawdę wystarczy wybrać odpowiedni rozmiar szyny, ułożyć ją na kształt zdrowej, niedotkniętej urazem kończyny, a następnie przyłożyć do tej, na której mamy złamanie. Szyna Sam Splint jest na tyle elastyczna, że jeszcze przed jej zabezpieczeniem, możemy dokonać drobnych korekt jej kształtu tak, by mieć pewność, że na pewno dobrze ustabilizuje kończynę. Gdy upewnimy się, że szyna już dobrze leży, wystarczy całość owinąć bandażem elastycznym, pamiętając o tym, by jednak zostawić odsłonięte palce – mogą być dla nas one wyznacznikiem poprawnego krążenia. 

A co z szynami Kramera?

Szyny Kramera to kolejne bardzo popularne rozwiązanie jeśli chodzi o stabilizację złamań. Dostępne są z powleczeniem lub bez, przy czym te drugie mogą być nieco niewygode jeśli chodzi o komfort ich noszenia przez poszkodowanego. Mają najróżniejsze rozmiary i są nieco sztywniejsze oraz mniej elastyczne od wcześniej wspomnianych szyn typu Sam Splint. Wykorzystywane są zwykle przez zespoły ratownictwa medycznego czy zastępy straży pożarnej. 

Bardzo dobrze radzą sobie ze stabilizacją złamań, dlatego stosuje się je również na oddziałach ortopedycznych. Ich minusem jest niestety rozmiar i fakt, że raczej nie zmieścimy ich do plecaka lub torebki, ani nawet do mniejszych rozmiarów apteczki pierwszej pomocy. Można się pokusić o stwierdzenie, że to trochę bardziej specjalistyczny sprzęt, który osobie niezwiązanej z ratownictwem i nieprzeszkolonej z ich używania może przysporzyć małe kłopoty – nie jest to jednak oczywiście regułą. My osobiście polecamy jako stabilizację tego „pierwszego rzutu” stosować szyny Sam Splint, które są jednak nieco bardziej uniwersalne i prostsze w użyciu, a także, co bardzo ważne, w przechowywaniu.

Podsumowując

Złamania to dość bolesny i problematyczny uraz, jednak nie bójmy się w ich przypadku udzielać pierwszej pomocy. Przy wykorzystaniu odpowiedniego sprzętu oraz naszych szczerych chęci, w prosty i szybki sposób możemy przynieść naszemu poszkodowanemu upragnioną ulgę. 

Autor

Karolina Bober

Studentka pielęgniarstwa, entuzjastka szeroko pojętego ratownictwa i pierwszej pomocy. W wolnym czasie wolontariuszka, początkująca Instagramerka mówiąca o ratowaniu ludzkiego życia oraz ratowniczka, która wyjątkowo mocno upodobała sobie zbieranie cennego doświadczenia i wiedzy na wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych. Ogromna miłośniczka zwierząt (przede wszystkim kotów), domowego ogniska, podcastów o tematyce kryminalnej i dobrej muzyki.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Jak udzielać pomocy osoby głuchej?

Jak udzielać pomocy osoby głuchej

Codziennie potrafimy mijać wiele ludzi na ulicy. Nie wiemy, kim są, nie wiemy, dokąd zmierzają, nie wiemy, z czym się mogą mierzyć na co dzień. Możemy sobie nie zdawać nawet sprawy, że mijamy osoby głuche. Głuche – nie głuchonieme. Komunikacja z osobami głuchymi nie jest rzeczom na porządku dziennym, jednak co w przypadku, gdy takiej osobie będziemy musieli udzielić pierwszej pomocy?

Porozmawiamy dzisiaj o tym, jak udzielać pierwszej pomocy osobie głuchej i jak wygląda sytuacja, gdy to osoba niesłysząca jest ratownikiem.

Trochę inna kultura

Język, którym się posługujemy to język polski, osoby głuche posługują się Polskim Językiem Migowym, który bardzo różni się od naszego, potocznego. PJM jest językiem żywym, posiada swoją gramatykę, która różni się od języka polskiego. Tak jak w języku mówionym, język migowy zmienia się w zależności od regionu Polski. Chociaż oba języki są naszymi ojczystymi, rozmawiając, można mieć wrażenie, że PJM jest językiem obcym, nowym, którego podstaw trzeba się nauczyć. 

Miganie na pierwszy rzut oka może wydawać się sprawą komplikowaną, jednak dobrze jest nauczyć się kilku zwrotów w PJM, aby pokazać potencjalnej osobie poszkodowanej, że jesteśmy w stanie nawiązać z nią kontakt. Zwroty, które dobrze znać w razie wypadku:

  • Dzień dobry/do widzenia
  • Jak się czujesz?
  • Co się stało?
  • Gdzie cię boli?
  • Dobrze/źle
  • W porządku?
  • Zadzwonić po kogoś?
  • Zadzwonić po pomoc?

Kilka prostych zwrotów, może nam pomóc w nawiązaniu kontaktu, a także pokazać, że podchodzimy do osoby głuchej z szacunkiem i zrozumieniem. Dodatkowymi zwrotami, które można się nauczyć, jest „nie umiem dobrze migać”, „czy możesz napisać, co się dzieje” lub „chcę ci pomóc”.

ABC udzielania pomocy osobie głuchej

Podczas udzielania pierwszej pomocy, dopada nas stres i adrenalina. Niektóre czynności potrafią wypaść nam z głowy, a co dopiero zwroty w języku migowym. Są jednak inne rzeczy, o których trzeba pamiętać przy pomocy osobie głuchej.

Nie bój się zapytać na głos

Jeżeli widzimy, że osoba poszkodowana próbuje migać czy miga, warto zapytać, „czy jesteś głuchy”. Wówczas poszkodowany widzi nasze intencje i będzie wiedział, że chcemy udzielić pomocy i łatwiej będzie jej się z nami komunikować. 

Mów!
W obecnej sytuacji pandemicznej ważne jest, aby ściągnąć maseczkę, ponieważ ułatwi to porozumiewanie się z poszkodowanym. Osoby głuche umieją czytać z ruchu warg, co pozwala im nas lepiej zrozumieć. Ważne jest, aby nie przestawać mówić spokojnie, nie krzyczeć, mówić wyraźnie i nie odwracać się plecami do poszkodowanego.  
 
Nawiązuj kontakt wzrokowy
Kontakt wzrokowy jest bardzo ważnym elementem w kulturze osób głuchych. Odnosząc się z szacunkiem, powinniśmy pamiętać o utrzymywaniu go. Jego brak jest w kulturze głuchych uznawany za brak szacunku. Jednocześnie same osoby głuche mówią, że nawet mało zrozumiały komunikat, wydaje się łatwiejszy do przyjęcia, gdy utrzymywany jest kontakt wzrokowy i mogą widzieć nasze emocje. 
 
Poinformuj dystrybutora pogotowia
Bardzo ważne jest, aby poinformować dystrybutora pogotowia, że poszkodowanym jest osoba głucha. Może pozwolić to na wysłanie ratownika, pielęgniarki lub lekarza, który sam miga, albo dobrze zna PJM. 
 
Aplikacja Alarm112
Jeżeli poszkodowany jest przytomny i posiada aplikacje Alarm 112 dla głuchych, można z niej skorzystać. Aplikacja ma możliwość komunikowania się z operatorem numeru alarmowego, gdy nie jest możliwe połączenie głosowe. Osoby pobierające aplikacje, muszą się w niej rejestrować, podając imię, nazwisko, pesel oraz numer telefonu i adres mailowy. 
 
Bliski poszkodowanego może pomóc w komunikacji
Równocześnie, jeżeli osoba poszkodowana jest przytomna i wyraża zgodę, można zadzwonić po bliską osobę, która zarówno mówi, jak i miga – to może pomóc może nie przy udzielaniu pomocy przedmedycznej, a później w szpitalu, gdzie bariera komunikacyjna może być tak samo duża, jak na ulicy.
 
Choć największym problemem może wydawać się w takiej sytuacji bariera komunikacyjna, należy pamiętać również o zasadach pierwszej pomocy – w końcu ratujemy czyjeś życie! 
 
Głusi też udzielają pomocy!
 
Nie możemy zapomnieć, że istnieje również druga strona medalu. Osoby głuche również mogą znaleźć się w sytuacji, w które będą musiały udzielić pierwszej pomocy. Tak jak dla nas – to nie jest łatwa sytuacja, gdy udzielają pomocy osobie słyszącej. Pomimo umiejętności, problem komunikacyjny może nie pozwolić na szybkie zweryfikowanie, gdzie poszkodowanego boli, wybranie numeru alarmowego nie jest tak szybkie, bo choć posiadamy aplikacje i możliwość wysłania SMSa na numer 112, odpowiedź często nie jest tak natychmiastowa, jak w przypadku rozmowy telefonicznej. Również prośba o pomoc kogoś z przechodniów, nie będzie taka natychmiastowa, głównie ze względu na brak płynnej komunikacji.  
 
Tak jak wspominałam wcześniej, Polski Język Migowy różni się od języka mówionego. Ma on swoje zasady, ma on swoją gramatykę. PJM przełożony dosłownie na język polski, będzie znacznie się różnił od naszego języka. To samo działa w druga stronę – to co my piszemy, jest zbyt skomplikowane dla osób posługujących się językiem migowym, a w efekcie są to rzeczy nieczytelne. Dobrą praktyką przy komunikacji z osobą głuchą, jeżeli nie umiemy migać, jest pisanie prostych zdań, ale również wyrozumiałość na to, co osoba niesłysząca może napisać nam – niektóre zdania mogą wydawać się niekompletne, ale nie jest to zamiar osoby głuchej a po prostu język, którym się posługuje. 
 
Poza umiejętnościami przy udzielaniu pierwszej pomocy osobie niesłyszącej ważna jest empatia i zrozumienie. Nie jest to sytuacja komfortowa dla jednej, jak i drugiej strony. Brak znajomości języka, którym posługuje się druga osoba i obca kultura, mogą wprowadzić nas jak i osoby głuche w dyskomfort. Dobrze jest zapoznać się z podstawowymi zwrotami w języku migowym czy zaczerpnąć kultury osób głuchych. I przede wszystkim – pomagajmy, bo to łatwe!
 

 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Pierwsza Pomoc przy padaczce i epilepsji

Pierwsza pomoc przy padaczce i epilepsji

Na temat epilepsji pojawiło się wiele mitów i niejasności, które od pokoleń są przekazywane jako coś, co można stosować w przypadku ataku padaczki. W tym artykule obalimy kilka mitów, ale przede wszystkim wyjaśnimy, jak powinno się postępować z atakiem padaczki.

O czym w ogóle mowa?

Zacznijmy od postaw! Odpowiedzmy sobie na pytanie – czym w ogóle jest padaczka? Epilepsja, zwana również jako padaczka, to grupa przewlekłych zaburzeń neurologicznych, która charakteryzuje się napadami padaczkowymi. Zapytacie zatem, czym jest napad padaczkowy? Napad to skutek gwałtownych wyładowań bioelektronicznych komórek nerwowych, które aktywują określone układy strukturalno-czynnościowe mózgu, co powoduje zaburzenie ich czynności. 

Jest to dość powszechna choroba w Polsce, która obejmuje ok. 1% naszych mieszkańców. Warto też podkreślić, że padaczka jest chorobą ludzi młodych. W większości przypadków, bo aż w 80% ujawnia się przed ukończeniem 20 roku życia.

Choć przed oczami możemy mieć obraz osoby miotającej się, która leży na podłodze, tak naprawdę ataki epilepsji mogą przyjmować różne formy. Jedne potrafią być łagodniejsze inne zaś o wiele cięższe, a tym samym o wiele groźniejsze.

Epilepsja nie jedno ma imię

Epilepsja jest bardziej skomplikowana, niż może się nam wydawać, m.in. dlatego, że nie wiemy o niej wszystkiego. Pomimo lat badań i rozwijającej się nauki, nie możemy powiedzieć, że wiemy o niej wszystko. Epilepsja ma wiele twarzy i choć z wierzchu może nam się wydawać, że jest to tylko kwestia gwałtownego ataku, związanego z wyładowaniami bioelektronicznymi, to tak naprawdę jest to wierzchołek góry lodowej.

Możemy wyróżnić padaczki uogólnione a w nich:

  • Napady małe – występujący przeważnie u dzieci, są to krótkie epizody zaburzeń świadomości bez utraty przytomności
  • Napady miokloniczne – napad bez utraty przytomności, jednak z możliwością zerwania niektórych mięśni
  • Napady atoniczne – nagły upadek na ziemię i utrata przytomności na kilka minut
  • Napady toniczno-kloniczne – napad dzielący się na dwie fazy, faza toniczna, która jest nagłym upadkiem na ziemię, utratą przytomności, wyprężeniem kończyn i tułowia, ślinotokiem, zaburzeniem funkcji zwieraczy oraz fazę kloniczną, której początek wygląda tak, jak u fazy tonicznej, która trwa kilka sekund, po czym następują drgawki kończyn i tułowia, które trwają do 5 minut.

Możemy mieć również do czynienia z padaczkami częściowymi:

  • padaczki związane z wiekiem 
  • napady ogniskowe objawowe 
  • padaczki o określonej przyczynie.

Najczęściej do czynienia możemy mieć z tzw. padaczką alkoholową, która zalicza się do padaczek o określonej przyczynie. Występuje ona u osób, które są w zaawansowanym stadium choroby alkoholowej. Charakteryzuje się ona napadami drgawek w przypadku spadku stężenia alkoholu we krwi lub po czasie od zaprzestania zażywania alkoholu. Gwałtowne obniżenie alkoholu we krwi powoduje, że organizm reaguje napadem drgawek, który jest bardzo podobny do napadów padaczkowych. Różnicą między padaczką alkoholową a epilepsją jest to, że nie jest ona związana z zaburzeniami biochemii mózgu tak, jak w przypadku padaczki.

Do napadów ogniskowych objawowych możemy zaliczyć padaczkę skroniową, która jest typem epilepsji. Charakteryzuje się napadami padaczki wywołanymi gwałtownymi wyładowaniami komórek nerwowych, które powstają w płacie skroniowym mózgu.

Również jedną z dość powszechnych jest padaczka fotogenna, o której ostrzeżeniach możemy znaleźć przy grach komputerowych. Ten rodzaj padaczki charakteryzuje się wywoływaniem napadu poprzez szybką zmianę bodźców świetlnych np. w grach, w telewizji czy także w życiu codziennym. 

 

Chroń głowę!

Pierwsza pomoc przy napadzie epilepsji obrosła w wiele mitów przez wiele lat. Niektóre z nich cały czas są powtarzane. Pamiętajcie – tego NIE WOLNO stosować w przypadku udzielania pierwszej pomocy osobie z napadem padaczki:

  • Nie wolno wkładać drewnianej łyżki do buzi poszkodowanego
  • Nie wolno wkładać metalowej łyżeczki na język poszkodowanego
  • Nie wolno przekuwać języka poszkodowanego agrafką, aby „móc go kontrolować”
  • Nie wolno układać osoby poszkodowanej w pozycji bocznej PODCZAS napadu drgawek.

Mamy więc kilka praktyk, których nie wolno stosować, ale co trzeba robić? Gdy widzimy, że ktoś gwałtownie upadł, sztywnieje, a następnie zaczyna mieć napad drgawek, należy przede wszystkim chronić głowę. Niezabezpieczenie głowy może doprowadzić do poważnych urazów głowy. Będąc przy osobie z napadem epilepsji, należy w pierwszej kolejności podłożyć coś pod głowę – może być to poduszka lub koc, jeżeli znajdujemy się w domu, albo kurta, bluza czy koszulka, jeżeli jesteśmy w polowych warunkach. 

Następnie należy usztywnić głowę, chwytając ją w ręce lub stabilizując poprzez położenie jej między naszymi kolanami. Siedząc za głową poszkodowanego, czekamy, aż atak minie. Po nim poszkodowany będzie wycieńczony – napad epilepsji kosztuje bardzo dużą ilość energii. Należy ułożyć poszkodowanego w pozycji bocznej bezpiecznej i np. przykryć kocem lub folią NRC, podkładając ją pod poszkodowanego delikatnie, jeżeli znajdujemy się w warunkach niedomowych. 

Bądźcie wrażliwi na to, co dzieje się wokół Was – niespodziewanie ktoś może okazać się, że ma atak padaczki, a to Wy będziecie jedną z tych osób, która będzie umiała udzielić pierwszej pomocy i uratować komuś życie! 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Pierwsza pomoc w stanach nagłych

Pierwsza pomoc w stanach nagłych

Kojarzycie to uczucie, gdy zapowiadająca się pogoda jest tak mieszana, że nie wiecie, co koniec końców zabrać? Taka sama sytuacja może przydarzyć się w kontekście apteczki – co mi będzie potrzebne, co warto zabrać, co się może stać? Pozorny zawsze ubezpieczony, dlatego właśnie mamy dla Was apteczkę modułową Stany Nagłe z modułu TraumaKit!

Mamy coś dobrego!

Wybierając się w jakąkolwiek podróż ze znajomymi czy rodziną, niestety nie zawsze możemy wiedzieć albo być świadomi tego, że ktoś choruje np. na cukrzyce, astmę czy epilepsje. Osoba chora, która jest świadoma swojej choroby, zawsze powinna mieć przy sobie niezbędne leki, które zostały jej przypisane przez lekarza. Życie bywa jednak bardzo przewrotne i możemy znaleźć się w momencie, gdy osoba z cukrzycą dozna gwałtownego spadku cukru we krwi. Są produkty, które można w takim momencie podać w celu szybkiego podniesienia cukru. 

Medycyna znalazła jednak sposób na jeszcze szybsze podniesienie cukru we krwi, poprzez małe tabletki dla cukrzyków. Tabletki dla cukrzyków Glukoza Dextro Energy Classic pozwalają na dwukrotnie szybsze podniesienie cukru niż przykładowe zjedzenie banana. W apteczce Stany Nagłe zawarliśmy jedno opakowanie tabletek Glukoza Dextro Energy, gdyby Tobie lub komuś z Twojego otoczenia niespodziewanie spadł cukier we krwi.

Wybierając się w mniejszą lub większą podróż, posiadanie takiej apteczki w plecaku czy torbie, może okazać się przydatne nie tylko w przypadku nagłego stanu kogoś z naszych bliskich, ale również, jeżeli zauważymy, że ktoś z przechodniów, pasażerów komunikacji miejskiej czy osoba czekająca obok nas na tramwaj poprosi nas o pomoc. 

Zimno ciepło

Klimat w naszym kraju potrafi zaskakiwać, przyznacie sami – śnieżyce w kwietniu, bardzo mroźne lub całkiem ciepłe zimy, deszczowe i nieprzyjemne lata albo ukrop i żar lejący się z nieba. Bywa różnie, a przez to również różnie bywa z nami. Każdy z nas inaczej może reagować na zastaną temperaturę. Brak czapki jednego dnia, może doprowadzić nas do porządnego przegrzania, a brak rękawiczek czasem do odmrożenia pierwszego stopnia.

W apteczce modułowej Stany Nagłe zamieściliśmy ogrzewacz do rąk Hot Pack, jeżeli ktoś potrzebuje się rozgrzać – nie tylko zimą w górach, ale w każdym momencie, gdy poczujemy, że zaczynamy się wychładzać. Ogrzewacze Hot Pack to niewielkie saszetki, które w bardzo szybki i łatwy sposób można aktywować, bo wystarczy wyłącznie porządnie wstrząsnąć. Taka niewielka saszetka działa do 6 godzin. Sprawdza się w ekstremalnych warunkach, ale pomoże również przetrwać długie wędrówki na mrozie lub niekomfortowe temperaturowe sytuacje. Saszetkę ogrzewającą można wsadzić do rękawiczek albo skarpetek. 

Dla przeciwwagi, gdyby komuś było za gorąco albo czuje przegrzanie, w apteczce zawarliśmy również zimny okład Cold Pack. Taka mała żelowa „poduszka” przyda się nie tylko do ochładzania nas, gdy doznamy przegrzania, ale również sprawdzi się przy obrzęku czy skręceniu, aby tymczasowo załagodzić ból (w drodze na pogotowie). Jest to alternatywa dla okładu z lodu. Dzięki swoim właściwościom nawet po zamrożeniu w –20 Co, kompres pozostaje miękki. Okład Cold Pack można stosować wielorazowo, więc nie trzeba go wymieniać po każdym użyciu – wystarczy umyć, osuszyć i ponownie schłodzić.

 

Coś mi wpadło do oka

Zdarzyć się może, że coś wpadnie nam do oka. I nie mówię tu o rzęsie, a o czymś bardziej nieprzyjemnym i uciążliwym. Powiedzmy sobie szczerze – oczy są wrażliwe. Piach, pył, gazy, chemikalia unoszące się w powietrzu. Nie każde z tych rzeczy można spotkać na wycieczce czy w podróży, ale możemy się z nimi spotkać w domu lub zakładzie pracy. Żeby nie sprawiać więcej bólu, cierpienia czy nadprogramowej paniki spowodowanej wkładaniem palca do oka, zamieściliśmy w module Stany Nagłe płuczkę do oczu, która umożliwi przemycie oka specjalną solą fizjologiczną, bezpieczną dla naszych oczu. 

A jeżeli dojdzie do poważniejszego wypadku i potrzebna będzie konsultacja z lekarzem – w apteczce znajdziecie opatrunek na oko, które pozwoli na odizolowanie oka od kolejnych zanieczyszczeń czy działania światła słonecznego. 

 

Niesamowity worek

Wypadki chodzą po ludziach, to już wiemy. W każdym z nas siedzi niezdara, która coś przypadkowo stłucze, zsunie, przewali. Zdarza się. Czy pamiętacie może, jak Monika z serialu „Przyjaciele” upuściła nóż tak, że amputowała Chandlerowi palec? W pośpiechu (uwaga – spoiler!) spakowali do torebki z lodem kawałek marchewki zamiast małego palca Chandlera. 

Zaoszczędziliśmy Wam nieco stresu, dodając do modułu Stany Nagłe worek ze szczelnym zamknięciem, w który można szczelnie zamknąć amputowaną część (ciała) i bezpiecznie przewieść ją do szpitala. U „Przyjaciół” zadziałał najpewniej stres, panika i niewiedza „co mam teraz robić”, więc zamiast palca kawałek marchewki został schowany do torebki z lodem. 

W przypadku odciętej części lub całej kończyny pamiętajcie, aby znaleźć amputowaną część i owinąć ją czystym, jałowym opatrunkiem. Następnie do worka z zamknięciem wlać zimną wodę i dodać kilka kostek lodu i tam umieścić odciętą część. Pamiętajcie, że nie zależy nam na zamrożeniu amputowanej części a na schładzaniu jej.

Przykład z serialu idealnie pokazuje, że taki wypadek również może zdarzyć się w domu. W rzeczy samej – dom jest bardzo częstym miejscem wielu różnych wypadków, dlatego warto mieć apteczkę Stany Nagłe również w domu!

 

Światełko w ciemności

Światło chemiczne, znane również jako lightstick to nie tylko idealna rzecz na futurystyczne imprezy, ale również w stanie nagłym. Jest ciemno, latarka kończy powoli swoją pracę, o telefonie już nie wspominając – trzymamy ostatki baterii, na kontakt z pomocą. Jeżeli mamy poszkodowanego, którym musimy się zaopiekować, będziemy się skupiać na nim, a nie sygnalizacji, gdzie się dokładnie znajdujemy. Światło chemiczne ułatwia szukanie lokalizacji przez służby ratownicze, ponieważ jest widoczne z wielu kilometrów. 

Ponadto takie światełko jest wodoodporne i świeci niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdujemy przez ok. 12 godzin. Uruchomienie go jest również proste – może zrobić to każdy w każdych warunkach. Światła chemiczne mają bardzo duże zastosowanie w ratownictwie. Warto mieć je w swojej apteczce, zwłaszcza jeżeli wybieramy się do lasu lub na nieznane tereny nocą. W module Stany Nagłe to obowiązkowa pozycja!

W domu, w pracy, na wycieczce czy na leśnej przygodzie – moduł Stany Nagłe odnajdzie się idealnie. Przygotowany na każde warunki powiada to, o czym my przygotowując się na wyjście, mogliśmy zapomnieć. Nie wiemy, jaki nas dopadnie stan nagły. Dlatego lepiej dmuchać na zimne!

 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Pierwsza pomoc – jakie są obowiązki pracodawcy?

Pierwsza pomoc - jakie są obowiązki pracodawcy?

Bezpieczeństwo w pracy to nie tylko zapewnienie odpowiedniego oznaczenia, umieszczenia gaśnicy czy apteczki. To również umiejętności, przeszkolenie i sprzęt, który powinien zapewnić pracodawca. Aspekty prawne bardzo różnią się od realiów, które możemy spotkać – często chodzi o niepraktyczne aspekty prawne, które nie do końca dbają o faktyczne bezpieczeństwo. 

Czy ktoś umie udzielić pierwszej pomocy?

Pracujemy w biurze. Mamy świadomość tego, że gdzieś na piętrze znajduje się mała tabliczka z czerwonym krzyżykiem, która sygnalizuje, że tutaj znajduje się apteczka. Co w niej jest? W sumie to nie wiadomo. Kto umie się nią posłużyć? Też nie jest to jasno określone. Na tym kończy się prawny obowiązek, chociaż nie chronią naszego życia w nagłych przypadkach. Jak zatem dobrze przygotować się do podniesienia bezpieczeństwa w biurze lub innym miejscu pracy? 

Przede wszystkim należy zadbać o umiejętności, przeszkalając wyznaczone osoby do udzielania pierwszej pomocy. Według prawa w pracy powinna znajdować się jedna taka osoba, ale w momencie posiadania kilku piętrowego biura, może być to za mało. Im więcej osób będzie umiało udzielać pierwszej pomocy, tym będziemy mogli czuć się bezpieczniej, dlatego dobrą praktyką może być wyznaczenie osoby na każdym piętrze lub w każdym dziale, które zostaną kompleksowo przeszkolone z zakresu podstawowej pierwszej pomocy. 

Gdzie podziały się plastry?

Regulacji prawnych dotyczących apteczki również nie ma. Tworząc apteczki, przeważnie korzystamy z niemieckich norm określanych jako DIN. Są to jednak dla nas luźne wytyczne, które są bardziej pomocnicze. Apteczka w miejscu pracy powinna być jednak praktyczna – powinna sprawdzić się przy każdym możliwym urazie, który może pojawić się nagle i nieoczekiwanie. 

Sami my nie wiemy, co się może wydarzyć: komuś może lecieć krew z nosa, ktoś feralnie przetnie się nożem albo kawałkiem plastiku, a ktoś inny może zostać porażony prądem i będziemy potrzebowali opatrzeć poparzone miejsca. Jeszcze innym razem ktoś może doświadczyć nagłego zatrzymania krążenia i potrzebna będzie resuscytacja i defibrylator. Dużo tego, prawda? W tym szaleństwie jest metoda! Można zainwestować w jedną dużą apteczkę, w której będzie znajdować się wszystko, a można również skorzystać z apteczek modułowych TRAUMAKIT, które przygotowane są na poszczególne wypadki, dzięki czemu zawierają wszystko, co będzie niezbędne np. do zatamowania krwotoku. 

Dobrą praktyką jest również posiadanie defibrylatora w biurze lub zakładzie pracy. AED jest niezbędne przy udzielaniu pierwszej pomocy u osoby z nagłym zatrzymaniem krążenia. Taki sprzęt powinien znajdować się w ogólnym, łatwo dostępnym miejscu, o którym będą poinformowani wszyscy pracownicy, ale i nie tylko – jeśli w naszym biurze przyjmujemy np. partnerów biznesowych dobrze, aby sprzęt był tak rzucający się w oczy, aby osoba, która zagościła do nas po raz pierwszy, również z łatwością trafiła po sprzęt. 

 

Tytuł maila: pierwsza pomoc!

Sprzęt i umiejętności to podstawa w miejscu pracy. Pomimo codziennego pędu, można zwolnić i zorganizować coś, co przyda się każdemu. SafetyDay to coraz popularniejsze wśród różnych – małych i dużych – firm praktyka. Często jest to dzień lub cały tydzień poświęcony rozmowom, warsztatom, a nawet szkoleniom pracowników z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Takie akcje są wewnętrznymi inicjatywami, wychodzących od kadry lub od samych pracowników. W końcu – pierwsza pomoc jest dziecinnie prosta, a przydać może się w każdej chwili!

 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Chusta trójkątna i jej zastosowanie

Chusta trójkątna i jej zastosowanie

Chusta trójkątna stanowi nieodzowne wyposażenie niemalże każdej apteczki, zarówno klasycznych samochodowych, jak i tej bardziej specjalistycznych. Czym charakteryzuje się dobrej jakości chusta trójkątna i jak ewentualnie jej użyć? Usiądź wygodnie, przygotuj sobie swój ulubiony napój, a my już spieszymy z wyjaśnieniami! 

Kiedy przyda nam się chusta trójkątna?

Pojęcie chusty trójkątnej zazwyczaj bardzo często występuje w parze z pojęciem złamań i oczywiście jest to jak najbardziej poprawne skojarzenie. Chustę trójkątną będziemy wykorzystywać przede wszystkim do stworzenia tzw. temblaka, w którym stabilnie będzie sobie spoczywać, chociażby złamana ręka. Możemy ją wykorzystać również do zabezpieczenia złamanego obojczyka, czy kości ramieniowej. 

Materiał ma znaczenie!

Aby chusta trójkątna prawidłowo spełniała swoje zadanie i była przede wszystkim wytrzymała, bardzo ważne jest zwrócenie uwagi na materiał, z jakiego została zrobiona. Zdecydowana większość producentów tego typu chust stawia niestety na fizelinę, która nie dość, że jest zbyt cienka, to niestety bardzo łatwo ją uszkodzić lub porwać. Flizelina oczywiście nie jest najgorszym dostępnym materiałem na rynku, jednak ma się nijak i nie pasuje do określeń takich jak wysoka jakość, czy wytrzymałość, na której w końcu tak bardzo nam zależy. 

Rekomendowanym i bardzo pożądanym materiałem, niestety także trochę droższym, z którego powinna być wykonana dobrej jakości chusta trójkątna, jest bawełna, która jest niesamowicie trwała i niepodatna na rozciąganie, zniekształcenia czy przypadkowe uszkodzenia. Z tego materiału chustę trójkątną zawarliśmy w naszej apteczce modułowej, a konkretnie w tej przeznaczonej złamaniom. Decydując się na chustę takiej jakości i z takiej tkaniny, chcieliśmy mieć pewność, że nie zawiedzie nas na żadnym etapie udzielania pierwszej pomocy. 

 

Jak poprawnie użyć chusty trójkątnej?

Najczęstszym i najbardziej powszechnym zastosowaniem chusty trójkątnej jest utworzenie z niej temblaka. Jak samodzielnie wykonać tego typu zabezpieczenie? Już tłumaczymy. Najpierw ustawiamy chustę tak, by jeden z rogów trójkąta wskazywał na łokieć ręki, którą dosięgnął uraz. Jeden z rogów trójkątnej chusty układamy sobie na ramieniu, tym należącym do uszkodzonej kończyny. 

Następnie trzeci z rogów, ten, który swobodnie zwisa, delikatnie przekładamy pod złamaną ręką i ostrożnie przeciągamy do tego drugiego, który spoczywa na ramieniu. Kolejnym krokiem jest utworzenie supełka z dwóch rogów chusty na szyi. Ważne jest, by wiązanie było naprawdę mocne i wytrzymało obciążenie spoczywającej na temblaku złamanej kończyny, w przeciwnym razie nieprawidłowo i niezbyt poprawnie zastosowana chusta może powodować znaczne pogłębianie się urazu.

Podsumowując

Chusta trójkątna jest naprawdę niezastąpionym rozwiązaniem w prostym zabezpieczeniu pewnych złamań. Pamiętajmy jednak, że jej użycie nie zastąpi profesjonalnej stabilizacji wykonanej przez personel medyczny po wcześniejszej dokładnej diagnostyce urazu. 

Używajmy więc chusty trójkątnej i oczywiście nie bójmy się jej, ale miejmy na uwadze fakt, że wypadałoby, by nasz poszkodowany w końcu i tak trafił w ręce specjalistów w zakresie urazów kostno-stawowych.

Autor

Karolina Bober

Studentka pielęgniarstwa, entuzjastka szeroko pojętego ratownictwa i pierwszej pomocy. W wolnym czasie wolontariuszka, początkująca Instagramerka mówiąca o ratowaniu ludzkiego życia oraz ratowniczka, która wyjątkowo mocno upodobała sobie zbieranie cennego doświadczenia i wiedzy na wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych. Ogromna miłośniczka zwierząt (przede wszystkim kotów), domowego ogniska, podcastów o tematyce kryminalnej i dobrej muzyki.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Segregacja medyczna – czym jest?

Segregacja medyczna - czym jest?

Wypadki, jak dobrze wiemy, mogą zdarzyć się wszędzie. Może zaistnieć również sytuacja, gdy poszkodowanych będzie więcej niż osób mogących udzielić pierwszej pomocy. Dzisiaj powiemy sobie nieco więcej na temat tego, czy jest segregacja medyczna, kiedy i gdzie może zostać zastosowana oraz jak można przygotować się na tego typu zdarzenia.

Czym jest w ogóle segregacja medyczna?

Segregacja medyczna jest działaniem, które stosowane jest w ratownictwie medycznym na całym świecie. Jest on uskuteczniany, gdy mamy do czynienia nie tylko z wypadkiem masowym, ale przede wszystkim, gdy poszkodowanych jest więcej niż ilość środków, czyli osób, które udzielają pierwszej pomocy. Poprzez segregacje medyczną mamy doprowadzić do sytuacji, aby jak najwięcej osób zostało uratowanych. 

Zadacie sobie pytanie, gdzie lub kiedy może dojść do takiej sytuacji w codziennym życiu. Jeżeli wędrujemy sobie ze znajomymi i nasza trójka napotka większą grupę np. pięcioosobową, której członkowie są w złym stanie, mają obrażenia, a tylko jedna osoba jest przytomna, możemy powiedzieć, że w takiej sytuacji zastosujemy segregacje medyczną.

Na świecie funkcjonuje kilka systemów, które stosuje się podczas segregacji medycznej. W Polsce nie ma przepisów mówiących o tym, który z systemów trzeba stosować. Najczęściej wykorzystywanym systemem w naszym ratownictwie jest System Start lub SYSTEM JumpSTART. Jaka jest między nimi różnica?

System START polega na prostej segregacji i szybkim leczeniu. Z założenia ocena poszkodowanego nie powinna trwać dłużej niż 30 sekund, a przez ocenę mówimy tu o tym, czy:

  • poszkodowany chodzi?
  • jeżeli nie chodzi czy oddycha?
  • jeżeli oddycha (8 – 30/min), oceniamy krążenie
  • jeżeli tętno jest obecne, czy spełnia proste polecenia

Względem odpowiedzi TAK/NIE nadawane są oznaczenia poszkodowanych, które wskazują na priorytet poszkodowanego: 

  • Czerwony oznacza pomoc priorytetową, transport w pierwszej kolejności, a szanse poszkodowany ma szanse na przeżycie przy podjęciu szybkich i odpowiednich działań medycznych
  • Żółty oznacza pomoc pilną, obrażenia poszkodowanego potrzebują pomocy, ale ich opóźnienie nie zagrozi ich życiu, leczenie powinno nastąpić jak najszybciej, ale czas zgłoszenia od wypadku nie powinien przekraczać 24 godzin
  • Zielony oznacza najniższy priorytet, czyli poszkodowany z najmniejszymi obrażeniami, które mogą nie wymagać hospitalizacji a jedynie pomocy
  • Czarny oznacza najniższy priorytet i jest przypisywany osobie, która prawdopodobnie nie jest do uratowania w danej sytuacji

System JumpStart powstał w oparciu o System START, jednak on w specyfice ma podłoże pediatryczne, skupiające się na mniejszych pacjentach.

Nietypowa apteczka w segregacji medycznej

Tak jak wspominałam na początku, segregacja medyczna może nastąpić nie tylko w przypadku masowego wypadku samochodowego, ale może mieć ona miejsce również, gdy dom wielorodzinny stanął w płomieniach, a poszkodowanymi są mieszkańcy budynku. Możemy mieć do czynienia z segregacją w przypadku ataku w metrze, czy na wycieczce, napotykając na grupę poszkodowanych. 

Wracając więc do feralnych podróżników. Na nas trzech mamy aż pięciu poszkodowanych. Co więc robić, aby jak najwięcej z nich udało się uratować? Przede wszystkim trzeba ocenić ich stan. Mając apteczkę modułową TRAUMAKIT Triaż, możemy to zrobić łatwo i sprawnie, ponieważ znajdziemy w niej opaski segregacyjne, dzięki którym oznaczymy stopień priorytetu w udzielaniu pomocy, zawieszki na szyje poszkodowanych, w których będziemy mogli opisać, co się dzieje z poszkodowanym, karty segregacyjne, w których opiszemy wszystkie objawy i podstawowe informacje o poszkodowanym, ale także instrukcje Systemu JumpSTART. Sprawnie sprawdzając poszkodowanym i nadając im priorytety w udzielaniu pomocy, jesteśmy w stanie uratować jak najwięcej poszkodowanych, a nasze informacje, które zebraliśmy podczas wywiadu lub oceny, możemy przekazać dyspozytorowi numeru alarmowego, a także ratownikom, którzy przyjadą na miejsce, co może bardzo ułatwić ich pracę.

Nie ma momentu, kiedy moduł Triaż nie byłby potrzebny. Taka sytuacja może zdarzyć się wszędzie. Wiemy lub zdajemy sobie sprawę, jak stresujące może być udzielanie pierwszej pomocy jednej osobie a co dopiero kilku! Spokojna głowa – właśnie po to moduł Triaż pozwoli nam na opanowanie sytuacji i uratowanie jak najwięcej ludzi!

 

Autor

Aleksandra Strzałkowska

Najbardziej gadatliwa osoba, jaką mogliście spotkać to właśnie Strzałka. Studentka andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Swój wolny czas spędza na tworzeniu i szlifowaniu swoich umiejętności w zakresie fotografii, rysunku, malarstwa i haftu. W social mediach pracuje jako moderator, pilnując przestrzegania netykiety i prywatnie dzieli się swoją artystyczną twórczością.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

Pierwsza pomoc w górach — zadbaj o bezpieczeństwo

Pierwsza pomoc w górach — zadbaj o bezpieczeństwo

Góry to żywioł. Potrafią być nieprzewidywalne, dlatego należy do nich podchodzić z pokorą. Najczęstszymi skojarzeniami większości ludzi z pierwszą pomocą w górach są tamtejsze jednostki ratownicze, czyli GOPR (Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe) i TOPR (Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe) — organizacje zajmujące się ratownictwem górskim. Każdy świadomy górołaz powinien jednak pomyśleć o swoim bezpieczeństwie, zanim wybierze się na szlak, aby zminimalizować konieczność wzywania profesjonalnych służb medycznych. Do każdej wycieczki w góry trzeba się bardzo dobrze przygotować!

Działania GOPR i TOPR

Służby ratownicze w górach ostrzegają, prowadzą wiele szkoleń i akcji informujących o zagrożeniach, jakie mogą wystąpić na szlaku. Niestety wielu ludzi nie bierze tego w ogóle pod uwagę, a wędrówkę po górach traktują jak wyjście na zwykły spacer po lesie. Takim zachowaniem stwarzają zagrożenie sobie, a w późniejszym czasie narażają również życie ratowników, którzy przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych zmuszeni są podjąć akcję ratunkową i iść im na pomoc.

Apteczka Pierwszej Pomocy w góry

Pakując się na wyjazd w góry, nie zapomnijcie o apteczce — to podstawa każdej wędrówki! Miłośnikom polskich gór polecamy nasz kompleksowy Moduł Zranienia, o którym więcej pisaliśmy w artykule Trauma Kit — Moduł Zranienia. Jest on najbardziej uniwersalnym, mobilnym i wygodnym modułem wśród apteczek modułowych systemu Trauma Kit, jaki posiadamy. Umożliwia zabezpieczenie urazów, drobniejszych ran oraz bardzo wielu stanów zagrożenia życia.

 

Jakie niebezpieczeństwa czyhają na nas w górach?

1. Pogoda

Jest to niewątpliwie największe niebezpieczeństwo. Warunki atmosferyczne w górach zmieniają się tak szybko, że czasem nie ma możliwości zareagowania na nie. Idąc na dłuższą wędrówkę, trzeba być przygotowanym niemal na wszystko. Podczas śnieżnej zimy, gdy widoczność jest znikoma, nietrudno zboczyć ze szlaku. W takiej sytuacji może łatwo dojść do ochłodzenia naszego organizmu i odmrożeń. Dodatkową trudnością zimowej turystyki górskiej jest wcześnie następujący zachód słońca, z czym również trzeba się liczyć, wychodząc ze schroniska. Przy słonecznej pogodzie jesteśmy z kolei narażeni na przegrzanie organizmu. Warto zaplanować przerwy w godzinach południowych, aby nie narażać się na zbyt mocne promienie słońca. Deszczowa pogoda z kolei często spowalnia naszą drogę przez śliskie skały, powstające błoto lub potoczki.

 

2. Zmęczenie

Dla mało doświadczonych piechurów oszacowanie swoich sił może być dość trudne. Warto planować wraz z mapą krótkie odcinki i porównywać czasy poszczególnych przejść. Kolejno można zwiększać dystans i sprawdzać, jak zachowuje się nasz organizm po przebyciu dłuższych tras. Należy pamiętać również o podwyższeniach. Są one bardzo wymagające zarówno przy podejściach, jak i zejściach. Warto podczas dłuższego wyjazdu w góry zaplanować też dzień na regenerację. W górach pracują inne partie mięśni niż podczas codziennych wędrówek po płaskim terenie. Zmęczenie niestety może wpłynąć na naszą nieostrożność, co w rezultacie może skutkować kontuzjami.

 

3. Spadające odłamki skał lub lawin

Wybierając się w góry skaliste, należy zadbać o kasku. W Tatrach wśród turystów kask nie jest popularny. W dolinach nie ma dużego zagrożenia, jednak w przypadku wyższych partii gór warto się w niego zaopatrzyć. Nigdy nie mamy pewności czy ktoś przypadkiem nie zepchnie na dół kamienia podczas podejścia np. w okolicach popularnej orlej perci. Kask może ochronić również naszą głowę podczas poślizgnięcia się i upadku, a skały w górach są często śliskie. Wybierając się do Włoch, Austrii, Francji na Via ferraty należy dodatkowo mieć ze sobą lonżę. Podczas przejść zimowych warto zabrać sondę i detektor.

 

4. Zwierzęta

Pamiętajmy, że w górach nie jesteśmy sami. Nie należy zbliżać się do dzikich zwierząt, dokarmiać ich, ani im przeszkadzać. Spotkanie małego niedźwiedzia może skończyć się dla nas tragicznie, bo w pobliżu może być jego matka, która w obronie małego może wykazać dużą agresję. 

Choroba wysokościowa

W przypadku gór wysokich trzeba pamiętać o bardzo niebezpiecznym zjawisku, jakim jest choroba wysokościowa. Występuje również pod nazwą choroby wysokogórskiej. Pojawia się, gdy organizm nie radzi sobie z szybkim wzrostem wysokości. Sygnałami świadczącymi o chorobie mogą być bóle i zawroty głowy, złe samopoczucie, wymioty. Najczęściej występuje po przekroczeniu 2500 m n.p.m., gdzie znacznie zmniejsza się ilość tlenu w powietrzu. Gdy wystąpią objawy choroby wysokościowej, należy dużo pić i przede wszystkim zwolnić, zatrzymać się i zejść niżej. Trzeba się obserwować i pokonywać różnice wysokości z rozwagą.

 

Zimno, ciemno… i do schroniska daleko. Jak się przygotować na wyprawę w góry?

Szykując się na wyprawę w góry, koniecznie weźcie mapę, na której zaznaczone będą szlaki oraz czas potrzebny na pokonanie konkretnych tras. Zazwyczaj jest tak, że wychodząc ze schroniska wraz ze wschodem słońca, wraca się do niego dopiero o zmroku, dlatego liczcie i przewiduje! Weźcie ze sobą prowiant na cały dzień, ciepłą wodę lub herbatę w termosie i oczywiście apteczkę! 

Niezależnie od warunków atmosferycznych trzeba mieć też wygodne, przystosowane do chodzenia po górach buty i odzież (najlepiej taką, która szybko schnie i zapewnia dobrą termoregulację). Na duże słońce koniecznie trzeba zastosować krem z filtrem oraz mieć czapkę i wodę. W przypadku deszczu doskonale sprawdzi się z kolei peleryna przeciwdeszczowa. Na śnieg i lód trzeba wziąć ze sobą stuptuty, raki i rakiety oraz odpowiednio ciepłe ubranie, aby nie doprowadzić do odmrożeń. Podczas burz na uwadze należy mieć niebezpieczeństwo porażenia piorunem.

Należy również pamiętać, że w górnych partiach gór śnieg leży cały rok. Dlatego, gdy wybieracie się w wysokie góry, niezależnie od pory roku sprawdzajcie stopień zagrożenia lawinowego na stronie gopr.pl i pogodę. Pamiętajcie również o ciepłej odzieży, czapce, rękawiczkach i okularach. Dobrze mieć przy sobie również bufkę, która zajmuje niewiele miejsca, a może pełnić zarówno funkcję czapki, opaski, jak i szalika.

Pamiętajcie też o latarce i zapasowych bateriach do niej. Chodzenie po zmroku jest bardzo niebezpieczne. Bez dobrego oświetlenia drogi możemy pobłądzić lub nabawić się kontuzji. Pamiętajmy, że chodzenie po zmroku to ostateczność i wynik sytuacji losowej! Nie planujmy długich tras, wiedząc, że może złapać nas zmrok. Chodzenie po zmroku w części polskich gór jest zakazane i może nam grozić za to mandat od straży parku.

Wezwanie pomocy w górach

Nawet najbardziej wprawieni i najlepiej przygotowani miłośnicy chodzenia po górach mogą czasem potrzebować profesjonalnej pomocy. Niestety o wiele częściej pomoc wzywana jest przez osoby zupełnie nieprzygotowane, niedoświadczone i nieodpowiedzialne, którym brakuje wyobraźni i bagatelizują potęgę gór, a także niebezpieczeństwa, jakie mogą je spotkać podczas wędrówki. Osoby, które bez odpowiedniego przygotowania wychodzą na szlak, muszą się liczyć z konsekwencjami.

Pamiętajmy, aby wyruszać w góry z kompanem. Samotne wędrówki po górach są niebezpieczne.

Warto mieć ze sobą zapasowy telefon lub powerbank. Lubimy robić dużo zdjęć i słaba bateria na koniec dnia może nam uniemożliwić wezwanie pomocy. Warto również sprawdzić wcześniej zasięg naszej sieci i włączony roaming w granicznych częściach gór. Jeżeli nasze wyjście się przedłuży, trzeba poinformować o tym schronisko lub znajomych, aby wiedzieli, że mamy wszystko pod kontrolą. 

NUMERY RATUNKOWE W POLSKICH GÓRACH

 

985 lub 601 100 300

 

Międzynarodowy numer alarmowy 112 również funkcjonuje w górach, jednak warto korzystać z bezpośrednich numerów, wymienionych wyżej.

Pamiętajcie, aby spisać numery ratunkowe przed wyjściem na szlak — w sytuacji niebezpiecznej możecie ich nie pamiętać!

Autor

Anna Przybylska

Kobieta wszechstronna – kryminolog, wychowawca, pedagog, ratownik, pracownik socjalny, mama. Na co dzień pracuje w specjalistycznej, zaawansowanej pomocy rodzinom m.st. Warszawy. Niepoprawna optymistka. Miłośniczka minimalizmu i planowania, która twierdzi, że doba ma często więcej, niż 24 godziny. Jej pasją są nowe technologie, pisanie, żeglarstwo, gra na instrumentach, rozwój oraz praca z ludźmi i wspieranie ich w osiąganiu postawionych sobie celów.

Podziel się się wiedzą ze znajomymi

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To również może Cię zainteresować:​

ul. Emaliowa 28E,

02-295 Warszawa

tel.: +48 660 860 112

AEDMAX.PL Sp. z o.o. , ul. Emaliowa 28 E, 02-295 Warszawa, wpisana do KRS pod numerem 0000723876 przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie, XIII Wydział Gospodarczy.

NIP: 5223118942, REGON: 369793658. Wysokość kapitału zakładowego: 5.000 złotych.



Dołącz do programu

Pobierz przykładowy wniosek

Wypełnij dane a otrzymasz dodatkowo poradnik